Skąd się bierze szczęście?

Żeby odpowiedzieć na tytułowe pytanie, warto na początku zdefiniować pojęcie szczęścia. Szczęście jest harmonijnym stanem, który charakteryzują sprzyjające i tylko pozytywne okoliczności w naszym życiu. Ważne byśmy wiedzieli, że stan ten dotyka naszej świadomości, czyli jest stanem duchowym. Wychodząc z tak prostych, ale jednocześnie precyzyjnych i wstępnych założeń, możemy dojść do dalszych konkluzji, mianowicie że stan szczęścia powstaje na duchowej drodze naszej egzystencji. Oczywiście można próbować karmić się materialną konsumpcją i twierdzić że stan sztucznej ekscytacji jest tym co w życiu najlepsze, jednak takie osoby zazwyczaj nie mają najmniejszego pojęcia jaka jest różnica między tymi odmiennymi pojęciami.

Ekscytacja charakteryzuje się krótkotrwałym efektem emocjonalnych uniesień, po których przychodzi szybki spadek pożądanych doznań. Taki dmuchany balon, który szybko pęka, pozostawiając po sobie “huk” niespełnionych oczekiwań. W myśl słów piosenki: “szczęśliwe są tylko chwile” można tymi nielicznymi chwilami się ekscytować następne pół życia, ale przecież nie o to nam chodzi. Tymczasem prawdziwe szczęście jest permanentnym, stałym doznaniem, którego nie można zachwiać, dopóki oczywiście spełniamy swoją postawą pewne kryteria. Jakie to kryteria? Szczęście nie bierze się znikąd, tylko jest w pewnym sensie wypracowanym stanem, dzięki okolicznościom które powołujesz do życia swoimi czynami. Ci którzy twierdzą, że szczęście jest pewnego rodzaju życiową loterią, na której rozdawane są przypadkowe fanty, są w błędzie. Przypadek nie istnieje. Zawsze jest przyczyna, a następnie skutek.

Niestety sama wiara również nam nie wystarczy, bo to czyny są zawsze fundamentem i wektorem, który nas prowadzi do celu, nie zawsze tego świadomie wybranego. Nasze chęci nie zawsze korelują z rzeczywistą drogą życia, którą wyznaczają, prowadzą, czy kierują wspomniane czyny. Każdy przecież zdaje sobie sprawę z tego, że bez działań (czynów), nie ma żadnych równań (interakcji).

Jakie czyny prowadzą do szczęścia? Tylko dobre. Jakie to dobre czyny? Dla wielu z nas, dobrymi czynami są te związane przede wszystkim z materialnymi zdobyczami, niestety materia ma się tak do szczęścia, jak skrzypce do świni 😉 Pewnie że musimy za coś żyć, gdzieś mieszkać i coś jeść, jednak tu ważne są proporcje i priorytety. Jeżeli naszym głównym celem będzie sukces materialny, po drodze tych starań zgubimy wszystko to, co jest o wiele więcej warte. Nie ma wyjątków od tej reguły, a “szczęśliwy bogacz”, to tylko jeden z wielu mitów, no chyba że owe bogactwo będziemy mierzyć duchową miarą.

Wracając do sedna tematu, tytułowe pytanie w dzisiejszych czasach niewątpliwie sprawia niemały kłopot. Wielu ma wiele teorii na ten temat, ale niewiele jest zawartej tam prawdy. Większość koncentruje się na życiu cielesnej i materialnej egzystencji, a my przecież oczekujemy duchowej harmonii. By cokolwiek zdziałać, musimy zająć się bardziej naszymi duchowymi doznaniami, inaczej duchową drogą rozwoju, bo materialny blichtr może nas tylko oślepić, a ślepy prędzej czy później wpadnie w dół, którego nie jest w stanie (prze)widzieć.

Można się wiele jeszcze rozwodzić, no ale w końcu ustalmy jakiś plan działań. Nasz rozwój duchowy, zależy od jednego tylko Króla duchowości. Nie będę owijał w bawełnę, powiem wprost, jest nim Bóg. To od Niego wywodzą się wszystkie wartościowe cnoty. To On jest kluczem do naszego szczęścia. Gdybyśmy to tytułowe pytanie zadali kilka wieków wcześniej, większość znałaby na nie odpowiedź. To Boże błogosławieństwo jest stanem dla nas pożądanym. Błogosławieństwo to nie mit, jednak trzeba na nie sobie zasłużyć. Samo z nieba nie spadnie.

Powstała w ostatnim czasie niezliczona ilość teorii, które odwodzą nas od prawdy. Twierdzenie, że sami jako jednostki możemy cokolwiek w krótkim życiu osiągnąć, jest absurdalne. Sami widzicie jak wygląda dzisiejszy świat, ci którzy się dużo uśmiechają, są zazwyczaj najbardziej pogubieni. Ci którzy się nie uśmiechają, najbardziej przerażeni. Życie przerasta większość z nas, a czekanie na szczęśliwe chwile, nie jest żadnym sensownym rozwiązaniem, bo tych chwil jest zbyt mało i są zbyt krótkie. Ci którzy nazywają się ludźmi sukcesu, najczęściej tak się zapędzili w swoich egoistycznych pobudkach, że świadomość otaczającej rzeczywistości jest im tak naprawdę obca. Jednak nieświadomość przed niczym nie chroni, a egoizm tylko otępia i prowadzi do samodestrukcji. W takim świecie próżno szukać autorytetów, bo one po prostu nie istnieją.

Reasumując, rozwój duchowy bez Boga nie istnieje. Prawdziwe szczęście i harmonia również bez Boga nie istnieją. Każde inne twierdzenie, jest dla mnie nadinterpretacja słabego człowieka, który niewiele ma do powiedzenia na ten temat. Bóg jest źródłem prawdy, miłości i poznania (wiedzy), dlatego moją radą jest odnalezienie Go w swoim życiu, a wtedy wszystko jest możliwe. Możliwa jest nasza przemiana, przewartościowanie życia, by budować na skale, a nie piasku. Świat został związany pewnymi prawami, o których niewielu ma pojęcie. A kto jest twórcą tego świata i tych praw? Odpowiedzcie sobie na to pytanie i zajrzyjcie w głąb własnej duszy, by odnaleźć odrobinę światłości, która rozświetli wasze życie. Utrzymywanie pięknej fasady, za którą ukrywa się ruina, na nic się zda. Z Bogiem odbudujesz swoje życie i nie czekaj zbyt długo, byś nie przegapił odpowiedniego momentu. Kiedy zajdziesz za daleko błędną drogą, możesz nie znaleźć już sił na powrót.

Pułapka materialnej konsumpcji

To co wyróżnia współczesne dążenia mas, czyli kierunek tzw. spełniania się człowieka, to niewątpliwie silna ideologia materializmu. Od urodzenia jesteśmy programowani, uczeni i przyzwyczajeni do pracy, która ma w jakimś sensie zaspokoić nasz byt. Na każdym etapie życia, każdy nasz życiowy doradca (rodzic, nauczyciel, przyjaciel), poucza nas jak zostać bogatym człowiekiem, niestety nigdy nie tłumacząc tego, jak stać się szczęśliwym.

W toku naszej egzystencji, okazuje się, iż szczęście niekoniecznie chodzi w parze z materialnym blichtrem. Szczęście jest stanem ducha, częścią naszej świadomości, natomiast materialny splendor, jest częścią tylko materialnego splendoru. Nic z niego nie wynika, oprócz  pozornego statusu “bogacza”, za tą fasadą pozostaje pustka. Im bardziej gonimy za blichtrem, tym bardziej gubimy wszystko co najbardziej wartościowe. Często tracimy czas, który moglibyśmy ofiarować najbliższym. Rozwijamy się w sferze, która jest nietrwała, ograniczona i śmiertelna.

Niewielu zdaje sobie z tego sprawę, bo materialna konsumpcja ma to do siebie, że uzależnia i oślepia fałszywym blaskiem. Niewielu jest świadomych, że to błędne koło w które wpadamy na własne życzenie, nie jest w stanie nam nic trwałego zagwarantować, oprócz niestabilnej “ekscytacji”, która jest brzydszą, zepsutą i przybraną siostrą “szczęścia” 😉. To co je łączy, to tylko fałszywa ideologia, która próbuje wmówić nam, iż są sobie podobne, tymczasem one leżą na przeciwstawnych biegunach i więcej je dzieli, niż łączy.

Na wstępie naszej drogi, tłumaczyliśmy sobie fundamentalną kwestię życiowych wyborów. Poparte są one priorytetami, które powstają na kanwie naszych wartości, przekonań, wiedzy, etc. Wyższe wartości gwarantują lepsze priorytety, a z nich rodzi się poprawny wybór. Rozwijanie w życiu sfery materialnej, jest początkiem naszych kłopotów, bo nigdy nie przestaniemy tego robić. Im więcej chcemy posiadać, tym więcej poświęcimy na to czasu i energii. To nie koniec naszych starań, bo posiadając, stajemy się cichymi niewolnikami owego statusu. Ciężko powrócić z tej drogi, która prowadzi do nikąd. To wieczna gonitwa, która posiada nieuchronny koniec.

To co gromadzisz w sferze materialnej, zawsze prędzej czy później przepadnie, a ty pozostaniesz sam. To co tworzysz w sferze duchowej, jest nieśmiertelne i zawsze pozostaje z tobą. Wybieraj mądrze, bo czasu nie da się cofnąć, a jeśli uważasz, że ci go wystarczy na zmiany, to na pewno się przeliczysz.