Dostać szansę

Nasze życie to niewątpliwie zbiór interakcji, poprzedzonych wyborami, które świadomie powinniśmy dokonywać. Z tą świadomością to jest tak kolokwialnie mówiąc: “różnie i podróżnie”. Wszyscy twierdzą, że są świadomi, a nieszczęść i błędów coraz więcej. W swojej pierwszej książce (“Świadomość Moim Wrogiem” – White Raven), dużo na ten temat pisałem. Znalazłem pewną przyczynę kiepskiej “świadomości”, która przecież jest istotą naszego człowieczeństwa i egzystencji.

To grzech potrafi doszczętnie zniszczyć “świadomość”. Przecież początkiem takiej destrukcji, było pierwsze kłamstwo szatana w Raju, kiedy to oszukał Adama i Ewę, a oni posłuchali “węża” i w swoim grzechu pozbawiając się świadomości, uwierzyli szatanowi zrywając owoc z drzewa poznania, a tym samym narażając się na dotkliwe i niepotrzebne konsekwencje.

Tak jest i w naszym życiu, bo przecież ojcem kłamstwa jest szatan i kiedy bezrefleksyjnie słuchamy jego podszeptów, wprowadzamy do swojej świadomości “kłamstwo”, które ewoluując niszczy ją i nas samych. Zawsze interesowała mnie przyczyna wszelkich dotkliwych błędów i porażek. Najpierw zauważyłem, że “przypadek” nie istnieje. Zawsze na początku naszej drogi, jest wybór. Ten świadomy, lub mniej świadomy, ale tak czy siak, nieświadomość nikogo i przed niczym nie chroni, ani tym bardziej nie usprawiedliwia. Przyczyna i skutek, tej zasady z życia się nie pozbędziemy, dlatego przestańmy płakać i użalać się nad sobą, a postarajmy zrozumieć błąd jaki popełniamy.

Kiedy nie widzimy błędu swojej dotkliwej porażki, to pewny znak, że nasza “świadomość” kuleje. Ona może być podobna do okna przez które obserwujemy krajobraz. Ta poprawna, czyni widok przejrzystym i horyzontalnym, w pełni możemy obserwować to co przed nami. Kiedy “świadomość” budowana jest na fundamencie kłamstw, grzechu, egoizmu, czy fałszywych przekonań, można porównać ją do zabrudzonego okna, przez które coś tam widzimy, ale jest to obraz zniekształcony, jak w krzywym zwierciadle.

Dlatego właśnie tak bardzo się od siebie różnimy. Nasza percepcja rzeczywistości, jest kluczem do naszej przyszłości, ale także pewnym zrozumieniem przeszłości, z której powinniśmy wyciągać poprawne wnioski. Zauważyłem również, po wnikliwych obserwacjach rzeczywistości w której żyję, iż każdy z nas dostaje pewien dar od Boga. Jest to szansa na poprawną zmianę w życiu. Czasami wynika ona podczas burzliwego okresu w życiu. Nagle stając kolokwialnie pod ścianą, nasza świadomość zaczyna pracować na pełnych obrotach. Odczuwamy to, czego wcześniej nie czuliśmy. Widzimy to, co wcześniej było dla nas niewidzialne. Cieszymy się tym, czego wcześniej nie potrafiliśmy docenić. Ta szansa nie trwa wiecznie. Za nią podąża kolejny wybór, bo Bóg w swojej miłości dał nam wolną wolę. On nie może nas do niczego zmusić, może dać szansę, którą my możemy wykorzystać, lub zaprzepaścić.

Widziałem wiele takich zdarzeń, w których ludzie potrafili się nawrócić z błędnej drogi, ale niestety widziałem również wielu, którzy zaprzepaścili tę szansę. Niestety nie da się wszystkim pomóc, bo nasza pomoc będzie zawsze ograniczona, tak jak dar szansy od Boga. Szczęście i pomoc ograniczone do momentu wolnego wyboru drugiej osoby. Nikogo nie zmusimy do poprawnej świadomości rzeczywistości. Możemy podać rękę, tak samo jak robi to nasz Bóg, jednak nic ponad to.

Każdy z nas upada, ważne byśmy potrafili z tego upadku wyciągnąć poprawne wnioski. Mówi się, że najważniejsze by po upadku powstać, ale to kolejna półprawda, fałszywa teza powtarzana i krążąca wśród ludzi niczym mantra, ogłupia i wprowadza w błąd. Po upadku najważniejsza jest świadomość naszego błędu, przyczyny która doprowadziła nas do tego przykrego miejsca. Kiedy zrozumiemy dlaczego tu jesteśmy, możemy powstać i obrać poprawny kierunek, inaczej dalej będziemy błądzić i w nieskończoność upadać. Nie o to w życiu chodzi.

Niewątpliwie każdy z nas, otrzymał, lub otrzyma taką szansę zrozumienia w pełni miejsca, w którym się znajduje. Kiedy nagle ujrzysz to, czego nigdy przedtem nie dostrzegałeś, złap tę chwilę i nie wypuszczaj tak długo jak tylko się da. Wyciśnij z niej zrozumienie, przełknij osobno każdą kroplę świadomości, byś nigdy już niczego nie żałował, byś wiedział dokąd idziesz i po co żyjesz.

 

Skąd się bierze szczęście?

Żeby odpowiedzieć na tytułowe pytanie, warto na początku zdefiniować pojęcie szczęścia. Szczęście jest harmonijnym stanem, który charakteryzują sprzyjające i tylko pozytywne okoliczności w naszym życiu. Ważne byśmy wiedzieli, że stan ten dotyka naszej świadomości, czyli jest stanem duchowym. Wychodząc z tak prostych, ale jednocześnie precyzyjnych i wstępnych założeń, możemy dojść do dalszych konkluzji, mianowicie że stan szczęścia powstaje na duchowej drodze naszej egzystencji. Oczywiście można próbować karmić się materialną konsumpcją i twierdzić że stan sztucznej ekscytacji jest tym co w życiu najlepsze, jednak takie osoby zazwyczaj nie mają najmniejszego pojęcia jaka jest różnica między tymi odmiennymi pojęciami.

Ekscytacja charakteryzuje się krótkotrwałym efektem emocjonalnych uniesień, po których przychodzi szybki spadek pożądanych doznań. Taki dmuchany balon, który szybko pęka, pozostawiając po sobie “huk” niespełnionych oczekiwań. W myśl słów piosenki: “szczęśliwe są tylko chwile” można tymi nielicznymi chwilami się ekscytować następne pół życia, ale przecież nie o to nam chodzi. Tymczasem prawdziwe szczęście jest permanentnym, stałym doznaniem, którego nie można zachwiać, dopóki oczywiście spełniamy swoją postawą pewne kryteria. Jakie to kryteria? Szczęście nie bierze się znikąd, tylko jest w pewnym sensie wypracowanym stanem, dzięki okolicznościom które powołujesz do życia swoimi czynami. Ci którzy twierdzą, że szczęście jest pewnego rodzaju życiową loterią, na której rozdawane są przypadkowe fanty, są w błędzie. Przypadek nie istnieje. Zawsze jest przyczyna, a następnie skutek.

Niestety sama wiara również nam nie wystarczy, bo to czyny są zawsze fundamentem i wektorem, który nas prowadzi do celu, nie zawsze tego świadomie wybranego. Nasze chęci nie zawsze korelują z rzeczywistą drogą życia, którą wyznaczają, prowadzą, czy kierują wspomniane czyny. Każdy przecież zdaje sobie sprawę z tego, że bez działań (czynów), nie ma żadnych równań (interakcji).

Jakie czyny prowadzą do szczęścia? Tylko dobre. Jakie to dobre czyny? Dla wielu z nas, dobrymi czynami są te związane przede wszystkim z materialnymi zdobyczami, niestety materia ma się tak do szczęścia, jak skrzypce do świni 😉 Pewnie że musimy za coś żyć, gdzieś mieszkać i coś jeść, jednak tu ważne są proporcje i priorytety. Jeżeli naszym głównym celem będzie sukces materialny, po drodze tych starań zgubimy wszystko to, co jest o wiele więcej warte. Nie ma wyjątków od tej reguły, a “szczęśliwy bogacz”, to tylko jeden z wielu mitów, no chyba że owe bogactwo będziemy mierzyć duchową miarą.

Wracając do sedna tematu, tytułowe pytanie w dzisiejszych czasach niewątpliwie sprawia niemały kłopot. Wielu ma wiele teorii na ten temat, ale niewiele jest zawartej tam prawdy. Większość koncentruje się na życiu cielesnej i materialnej egzystencji, a my przecież oczekujemy duchowej harmonii. By cokolwiek zdziałać, musimy zająć się bardziej naszymi duchowymi doznaniami, inaczej duchową drogą rozwoju, bo materialny blichtr może nas tylko oślepić, a ślepy prędzej czy później wpadnie w dół, którego nie jest w stanie (prze)widzieć.

Można się wiele jeszcze rozwodzić, no ale w końcu ustalmy jakiś plan działań. Nasz rozwój duchowy, zależy od jednego tylko Króla duchowości. Nie będę owijał w bawełnę, powiem wprost, jest nim Bóg. To od Niego wywodzą się wszystkie wartościowe cnoty. To On jest kluczem do naszego szczęścia. Gdybyśmy to tytułowe pytanie zadali kilka wieków wcześniej, większość znałaby na nie odpowiedź. To Boże błogosławieństwo jest stanem dla nas pożądanym. Błogosławieństwo to nie mit, jednak trzeba na nie sobie zasłużyć. Samo z nieba nie spadnie.

Powstała w ostatnim czasie niezliczona ilość teorii, które odwodzą nas od prawdy. Twierdzenie, że sami jako jednostki możemy cokolwiek w krótkim życiu osiągnąć, jest absurdalne. Sami widzicie jak wygląda dzisiejszy świat, ci którzy się dużo uśmiechają, są zazwyczaj najbardziej pogubieni. Ci którzy się nie uśmiechają, najbardziej przerażeni. Życie przerasta większość z nas, a czekanie na szczęśliwe chwile, nie jest żadnym sensownym rozwiązaniem, bo tych chwil jest zbyt mało i są zbyt krótkie. Ci którzy nazywają się ludźmi sukcesu, najczęściej tak się zapędzili w swoich egoistycznych pobudkach, że świadomość otaczającej rzeczywistości jest im tak naprawdę obca. Jednak nieświadomość przed niczym nie chroni, a egoizm tylko otępia i prowadzi do samodestrukcji. W takim świecie próżno szukać autorytetów, bo one po prostu nie istnieją.

Reasumując, rozwój duchowy bez Boga nie istnieje. Prawdziwe szczęście i harmonia również bez Boga nie istnieją. Każde inne twierdzenie, jest dla mnie nadinterpretacja słabego człowieka, który niewiele ma do powiedzenia na ten temat. Bóg jest źródłem prawdy, miłości i poznania (wiedzy), dlatego moją radą jest odnalezienie Go w swoim życiu, a wtedy wszystko jest możliwe. Możliwa jest nasza przemiana, przewartościowanie życia, by budować na skale, a nie piasku. Świat został związany pewnymi prawami, o których niewielu ma pojęcie. A kto jest twórcą tego świata i tych praw? Odpowiedzcie sobie na to pytanie i zajrzyjcie w głąb własnej duszy, by odnaleźć odrobinę światłości, która rozświetli wasze życie. Utrzymywanie pięknej fasady, za którą ukrywa się ruina, na nic się zda. Z Bogiem odbudujesz swoje życie i nie czekaj zbyt długo, byś nie przegapił odpowiedniego momentu. Kiedy zajdziesz za daleko błędną drogą, możesz nie znaleźć już sił na powrót.

Nie walcz, tylko idź po swoje

W życiu każdego z nas, są takie okresy, epizody, które swą burzliwą historią, potrafią nam nieźle przyłożyć w kość. Warto się jednak wtedy zastanowić, po pierwsze jakie przyczyny leżą u podłoża tych rozterek, a po drugie określić jasno swoje zaangażowanie w rozwiązaniu problemu. Określenie przyczyn pomoże nam w ich wyeliminowaniu, by podobne nie burzyły naszego spokoju w przyszłości. Druga ważna rzecz, to określenie naszego zaangażowania.

W ostatnim czasie, bardzo modny stał się slogan “walki”. Zachęcają nas byśmy ciągle o wszystko, wszędzie i zawsze walczyli, a przecież zwrot ten w gruncie rzeczy niezbyt przyjemnie się kojarzy. Dla mnie synonimem “walki” są: nerwy, poświęcenia, straty, blizny, emocjonalne wyczerpanie, etc. Uważam, że samo nasze nastawianie na “walkę”, jest jednym z powszechnych błędów, o ile nie walczymy o swoje życie, będąc atakiem nieuzasadnionej napaści agresora 😉 Warto również w tym miejscu, zwrócić uwagę na pewien istotny fakt, mianowicie że walka jest oczywistym przeciwieństwem harmonii. Harmonia swoim sprzyjającym stanem, wyklucza wszelkie zawirowania życiowe, dlatego “walka” z czymkolwiek, lub kimkolwiek nie wchodzi w aspekty tego stanu. Sami na pewno wiecie, że wiele problemów idzie rozwiązać w polubowny i spokojny sposób, jednak kiedy wcześniej sami się zaprogramujemy na wieczną walkę, najdrobniejsze nawet “iskry”, mogą zamienić się w okrutny pożar, który może nas samych wypalić.

Warto mieć na uwadze pewną złotą zasadę, kiedy mamy czyste sumienie, postępujemy w sposób prawy, bez egoistycznych zapędów, wtedy ilość życiowych tarapatów maleje, a na pewno już nie musimy się niczego, ani nikogo obawiać. Myślę, że w takich przejrzystych okolicznościach, warto zrezygnować z szamotaniny, na rzecz spokojnego postępu. Nie walcz, tylko idź po swoje. Kiedy nie masz sobie nic do zarzucenia, nie posiadasz w sobie również strachu. Wszystko to co skłania nas do wyboru życiowej drogi, czyli przekonania, wiedza, sumienie, wewnętrzne wartości etc, jest fundamentem przyszłych okoliczności, z których rodzą się zdarzenia. My jesteśmy w samym środku tych zdarzeń i my też za nie odpowiadamy. Na każdym etapie życia, nawet jeśli zmienimy swoją drogę na lepszą, nie pozbawiamy się konsekwencji poprzedniej. Trzeba to przejść, rozwiązać narastające problemy, by dalej już iść, czy bardziej płynąć z prądem życia, niekoniecznie wybierając “opcję walki”.

Słyszałem również taką teorię, jakoby płynięcie pod prąd życia, miało gwarantować ostatecznie wielki sukces. Niestety, to oczywista bzdura, spójrzcie na jakikolwiek rwący potok i zastanówcie się, jak chcielibyście popłynąć taką rzeką, a teraz przełóżcie ten symboliczny widok na swoje życie i zastanówcie, czy chcielibyście w nim płynąć pod prąd, w górę rzeki? to absurdalna koncepcja. Takie rozwiązanie, może was jedynie doprowadzić do całkowitego wyniszczenia fizycznego i emocjonalnego, a na pewno nie jakiegokolwiek zwycięstwa, no chyba że założymy, iż wasze symboliczne “utonięcie” jest miarą jakiegoś wyimaginowanego, pozornego sukcesu. Teraz widzicie jak wieloma fałszywymi teoriami nas karmią?

Szczęście, spokój, harmonia i równowaga może być wyłącznie utożsamiana z płynięciem z prądem rzeki, nie odwrotnie.

Wracając do sedna tematu, “walka” może zawsze pozostawić po sobie bałagan, ofiary, niezliczone przykre emocje, czy chaos, a to nie zniknie samo z naszego życia. Skutek takich działań, będzie nas dręczył dalej. Jeśli nie musisz, to absolutnie nie walcz, tylko postępuj do przodu, po to co się tobie należy, bo w przeciwnym razie, możesz powołać do życia okoliczności, których będziesz później żałował.

Ci, którzy zakładają w swoim życiu „walkę” i nie wyobrażają sobie bez niej życia, najczęściej nie mają najmniejszego pojęcia o tym, czym jest prawdziwa harmonia.