Ile masz sobie do zarzucenia?

W świecie licznych fałszywych doktryn, tysiąca masek i nieszczerych uśmiechów, życie swoją historią stanowić może survivalową przygodę, w której wielu poświęca wiele, by stanowić o swojej wyjątkowości. Oczywiście owa wyjątkowość, będzie tylko podrzędną, kiepską fasadą, za którą ścielić się będą ofiary naszego iluzorycznego sukcesu. Symboliczne ofiary mówić będą o naszym prawdziwym charakterze, o tym jak wiele byliśmy w stanie poświęcić, by samemu się wypromować.

Większość z nas, ocenia innych przez pryzmat tego co w życiu zdobyli, osiągnęli. Czym jest jednak owa zdobycz? Przecież to subiektywna wartość, która nacechowana może być promowaną propagandą tzw. “spełniania się”. W myśl tej zasady, mamy zdobywać świat, przy jednoczesnym sprzedawaniu siebie. No właśnie, żeby tylko na handlu sobą się skończyło. We współczesnym świecie, krąży taka teza, że aby coś zdobyć, musimy wiele poświęcić. Co za stek bzdur. Nieważne jak wiele zdobyłeś, a ile w życiu straciłeś. To co poświęciłeś, stanowi dowód przeciwko tobie. Prawdziwego człowieka poznasz nie po tym jak wiele zdobył, a ile chciał poświęcić na własne życzenie.

Coraz więcej ludzi, którzy nie mają skrupułów, by na ofiarę swojego przyszłego celu, złożyć rodzinę, czy drugiego człowieka, dla iluzorycznego sukcesu. Jednak takie osoby, nie zdają sobie sprawy, że takimi działaniami nie są w stanie osiągnąć szczęścia. Pewnie zdobędą liczne dobra materialne, jakieś wyróżniające się prestiżem stanowiska korporacyjne, czy napompowany status biznesowy, ale nigdy nie osiągną harmonii.

Szczęście wynikające z życiowej harmonii i równowagi, nie toleruje egoizmu. Tak popularna hedonistyczna postawa, nigdy nas do niczego dobrego nie doprowadzi. Jeżeli najważniejszym życiowym założeniem, będzie dla nas zaspokajanie i uszczęśliwianie siebie, zatracimy się na własne życzenie w odmętach mroku i chaosu. Dlatego tak ważne jest, by podstawą naszego wyboru, a dalej celu, była świadomość wartości, jakie przyświecają danemu dążeniu.

Odrzućmy wszystkie plastikowe pseudo wartości i zastanówmy się, co możemy od siebie dać.

Szczęście często jest definiowane błędnie, jako stan który wymaga zaspokajania siebie, tymczasem jest zupełnie odwrotnie. Jeśli chcesz zmierzać drogą do szczęścia, zastanów się na każdym etapie życia, co możesz od siebie dać, zrobić dla innych i wtedy właśnie w wyniku interakcji dobrych czynów, pozytywnej postawy, powołasz do życia harmonię, stając się częścią tego pięknego stanu. To co dajesz, będzie zawsze do ciebie wracać. Nie ważne ile czasu potrwa “przesyłka zwrotna”, ale bądź pewien, że ona do ciebie dotrze.

Nasze założenia przy obieraniu życiowego kursu, są niezwykle istotne. Jeśli zakładasz dążenie do celu po trupach i licznych ofiarach złożonych na ołtarzu egoizmu, możesz być pewien, że i ciebie ktoś poświęci. Spotkałem się z teoriami, że ludzie którzy robią coś dobrego dla innych, sami są później naznaczeni złymi doświadczeniami przez los. W skrócie, za dobro inni oddają im złem. To kolejna fałszywa teoria, być może powstała na potrzeby wynikające z usprawiedliwienia egoizmu. Oczywiście są różne sytuacje, czasami ktoś pomaga, ale nie bezinteresownie. Zdarza się, że pomoc jest tylko udawanym czynem, na potrzeby własnej promocji. Wtedy nic dobrego się nie rodzi, swoim czynami nie powołujemy do życia nic pozytywnego, bo to jest oszustwo.

Przy wyborze życiowego celu i drogi której ku niemu obierzemy, warto się porządnie zastanowić. Przemyśleć każdą własną intencję. Zajrzeć w głąb siebie, by zrozumieć czego tak naprawdę pragniemy. Bo pragnienie, nie może być pozbawione miłości. Pragnienie nie może żądać ofiar i poświęceń. Pragnienie nie może w nas zagłuszyć sumienia. Tylko wtedy będziesz miał pewność, że twoje założenia z których wynika życiowy cel, są poprawne i nie zgubią ciebie w ferworze życiowych okoliczności.

 

Twoja droga

Niewątpliwie każdy z nas zmierza przed siebie obraną wcześniej drogą. Tak jak zmiany w naszym życiu, droga może być wybrana świadomie, lub wynikać z konsekwencji wcześniejszych wydarzeń, czynów. Prawo przyczyny i skutku nikomu nie odpuszcza. To jedna z podstawowych interakcji w naszym życiu, jednak w mojej opinii często bagatelizowana i pomijana.

Ludzie wpadający w życiowe tarapaty, najczęściej opłakują skutki, zapominając zupełnie o przyczynie. Tymczasem każde złe doświadczenie w naszym życiu, można porównać do kiełkującej rośliny, którą wcześniej sami zasialiśmy. Kiedy nieprzyjemne skutki pojawiają się w naszym życiu, niczym dorodny krzak cierni, udajemy kompletnie zaskoczonych. Świadomość podstawowych praw rządzących życiem, jest fundamentem wiedzy, dzięki której możemy zmierzać do poprawnie wybranego celu.

Należy również pamiętać, że tak usilnie promowana doktryna “przypadkowości zdarzeń”, nigdy nie istniała, bo gdyby było inaczej, nic nie miałoby sensu. Gdyby hipotetycznie “przypadek” rządził naszym losem, wtedy nie mielibyśmy najmniejszych szans, na osiągnięcie wybranego celu. Cel byłby nieosiągalny, ponieważ los, niczym chaotyczna loteria, wybierałby dla nas przypadkowe zdarzenia, będące fałszywym kursem. Nie może być tak, że w niektórych aspektach naszej egzystencji, przypadek istnieje, a w innych sferach go nie ma. Teoria “przypadkowości”, jak i wiele innych jej podobnych, zostały fałszywie powołane do życia, by zwodzić i wprowadzać w błąd.

Dlaczego? O tym za chwilę.

Złe współrzędne

Wielu z was, zapewne posiada doświadczenia wynikające z używania nawigacji. Nierzadko zdarza się, że kiedy zaufamy prowadzącej nas nawigacji, docieramy do błędnego celu. Ona po prostu się myli, a my nieświadomi błędnej drogi, podążamy donikąd. Otóż to, ten przykład warto zapamiętać, bo będzie dla nas doskonałym porównaniem, odzwierciedlającym życiowe porażki.

Wybierając drogę, czy życiowe priorytety, które kreślą cel, korzystamy z pewnej wiedzy, czy wcześniej przyjętych założeń. A co jeśli powzięta wiedza, nasze współrzędne, są błędne? Nieświadomi będziemy zmierzać ślepą drogą, na końcu której czekać będzie na nas “chaos”. Oczywiście naszemu zdziwieniu nie będzie końca, a my dalej zahipnotyzowani złymi danymi, nie będziemy nawet potrafili zdefiniować własnych błędów i tu z fałszywą pomocą przybędzie nam równie fałszywa doktryna “przypadku”, która niczym magik wyciągający królika z kapelusza, zaspokoi nasz niepokój. Niestety będzie to powołana do życia iluzja, która niczego nie rozwiąże, a może jedynie wpakować nas w dalsze kłopoty.

Poprawne współrzędne

Dobrze, cofnijmy się teraz do początku naszej drogi. Na początku każdej drogi stoi “wybór”. Podyktowany on jest naszą wiedzą, doświadczeniami i sumieniem. Wiedza może być fałszywa, doświadczenia mogą być nic nie warte, tylko sumienie może poprawnie działać. Żeby sumienie poprawnie działało, nie możemy go zagłuszać! Niektórzy podobno własne sumienia “zamrażają”, jednak nie polecam takiego działania, bo ono kiedyś zostanie odmrożone, a wtedy bólu i płaczu duchowej egzystencji nie będzie końca. Sumienie, jest niezależną częścią naszej świadomości, jakby instrumentem muzycznym, na którym swoimi czynami wystukujemy dźwięk melodii. Jaka to melodia będzie? Zależy od naszej gry (czynów). Jednak warto czasami posłuchać tej “melodii”, byśmy wiedzieli co nam w duszy gra 😉

Głos sumienia może być oczywiście wzmocniony, przez poprawnie uformowane wartości naszego życia. To jak fundament pod dalszą konstrukcję domu. Solidny fundament, niewzruszona konstrukcja, którą budujemy. Brak mocnego fundamentu, chwiejny dom, który prędzej, czy później się zawali.