Ambicje

Nasze życiowe okoliczności tworzone są zawsze na kanwie wyborów, które podejmujemy. One są też przyczyną do definicji naszych priorytetów (ambicji), które właśnie określają naszą życiową ścieżkę. Choć jest to wydawałoby się, oczywista kolej rzeczy, to jednak zapominamy często, że te priorytety określające hierarchię ważności prywatnych celów, mają przy tym niebagatelny wpływ na to, co w naszym życiu kiełkuje. Swoimi czynami siejemy ziarno okoliczności, z którego jak wspomniałem, kiełkuje rzeczywistość nam towarzysząca. W tym miejscu właśnie, warto zweryfikować jakość i prawdziwą wartość naszych priorytetów. W pewnym uproszczeniu, mamy dwie ich kategorie, mianowicie te których celem jest zaspokajanie naszych wewnętrznych pobudek, czyli jak największe branie z życia dla siebie i te bardziej szlachetne, których celem jest dawanie i w konsekwencji spełnianie się.

Zapewne wielu w tym miejscu może zadać sobie pytanie, jak można dawać i jednocześnie się spełniać? Takie pytanie, poważnie obnaża naszą nieznajomość życiowych praw i zasad, choćby najprostszej interakcji. W swojej drugiej książce (Przebudzenie Świadomości – Harmonia i równowaga), określiłem pewne prawa, które właśnie rządzą naszym światem. Dojście do harmonii, wymaga dobrych uczynków, ponieważ “piękno” jest dzieckiem “dobra”. Wszystko co szlachetne, wartościowe, czy właśnie ogólnie ujmując, “piękne”, pozbawione jest egoizmu, czyli budowane na trwałym fundamencie dobrych wyborów. Równowaga zaś wymaga w pierwszej kolejności dawania, następnie w konsekwencji skutku, czyli interakcji, otrzymujemy dar pięknych okoliczności.

Niestety w życiu nam współczesnym, już tak kolorowo nie jest, ponieważ większość z nas, nastawiona jest na branie. Takie zachowanie, jest po części konsekwencją fałszywej tezy, związanej z pojęciem szczęścia. Ja nazwałem to błędne pojęcie: “paradoksem szczęścia”.

Panuje takie przekonanie, że tylko dbanie o siebie i spełnianie własnych egoistycznych w gruncie rzeczy potrzeb, może być drogą do samozadowolenia, czyli życiowego szczęścia. To błąd, jedna z wielu fałszywych doktryn, stworzona na potrzeby grzechu i związanego z nim nieszczęścia. Żyjemy w świecie licznych manipulacji i kłamstw, podsycanych skrzętnie przez konsumpcyjny trend życia. Komuś na tym zależy, byśmy stali się materialistycznymi kukiełkami, biegającymi niczym oślepione “zombie”, za skarbami tego ulotnego świata. To “lucyfer” jest ojcem kłamstwa i nie ma w nim prawdy, bo w prawdzie nigdy nie wytrwał. Wiele fałszywych teorii, które stworzył, powstało na zgubę ludzkości i jeszcze niejedną z nich obnażymy, na potrzeby dotarcia do prawdy. Prawdy dodajmy, której Ojcem był, jest i będzie zawsze nasz Bóg.

Wracając do naszego “paradoksu szczęścia”, dodam iż powstał on na fundamencie właśnie błędnych założeń, o których przed chwilą wspomniałem, tymczasem jedyną drogą do prawdziwego szczęścia, jest dawanie od siebie i w konsekwencji skutku, czyli interakcji, osiągamy stan harmonii i równowagi, zwany właśnie szczęściem. Nigdy droga samozaspokojenia i egoistycznych zapędów dbania tylko o siebie, nie będzie stanowić przyczyny do naszej szczęśliwości, a wręcz odwrotnie. To dlatego na świecie mamy tylu nieszczęśliwych i zagubionych ludzi.

Wyjaśniliśmy już podstawowe założenia i towarzyszące przyczyny do naszych dobrych, lub złych priorytetów. Teraz każdy z was, może zweryfikować swój cel i poprawnie zdefiniować własne priorytety. Im więcej naszych ambicji, dotyczących samych siebie, tym bardziej pogrążamy się w chaosie grzechu egoizmu. Z każdym grzechem jest tak, że on ewoluuje i z czasem poraża naszą osobę nieświadomością. Wtedy nasze poprawne zrozumienie rzeczywistości, jest bardzo trudne. Niemożliwym staje się dobre zdefiniowanie przyczyny, a odczuwamy tylko surowe i niepożądane skutki.

Drodzy czytelnicy, tych zasad nie jesteście w stanie przeskoczyć, ani zmienić. Możecie próbować, ale finał zawsze będzie ten sam. Kwestią indywidualną jest tylko czas, który będzie was dzielił od nieuchronnego upadku. Możecie wstawać i dalej walczyć z powołanymi przez was samych, niemiłymi okolicznościami. Jednak anomalia i chaos, dalej będą rosnąć w siłę, by zniszczyć wasze życie. Nieświadomość tego co się dzieje, nigdy was przed niczym nie uchroni, ani nie usprawiedliwi. Dlatego zatrzymajcie się na chwilę, kiedy jeszcze macie siły zawrócić i zweryfikujcie swoje priorytety, bo jeśli są one bezwartościowe, to i cel będzie iluzją nieistniejących wartości .

Droga

Idę tam, gdzie droga mnie prowadzi,
Gdzie nikt i nic mnie nie wadzi,
Widzę tylko ścieżkę i blask słońca,
Pójdę przed siebie, drogą bez końca,

Co spotkam, a ile potrafię zapomnieć,
Jak wiele dziś sobie mogę wypomnieć,
Nie wiem, ale pójdę na kres tej drogi,
By spotkać co moje, bez żadnej trwogi,

Nie będę się bał, nie będę żałował,
Nie będę się już nigdy więcej chował,
By dojść do końca i spotkać początek,
Bo to życia przecież, tylko jeden wątek…

[White Raven]

Dostać szansę

Nasze życie to niewątpliwie zbiór interakcji, poprzedzonych wyborami, które świadomie powinniśmy dokonywać. Z tą świadomością to jest tak kolokwialnie mówiąc: “różnie i podróżnie”. Wszyscy twierdzą, że są świadomi, a nieszczęść i błędów coraz więcej. W swojej pierwszej książce (“Świadomość Moim Wrogiem” – White Raven), dużo na ten temat pisałem. Znalazłem pewną przyczynę kiepskiej “świadomości”, która przecież jest istotą naszego człowieczeństwa i egzystencji.

To grzech potrafi doszczętnie zniszczyć “świadomość”. Przecież początkiem takiej destrukcji, było pierwsze kłamstwo szatana w Raju, kiedy to oszukał Adama i Ewę, a oni posłuchali “węża” i w swoim grzechu pozbawiając się świadomości, uwierzyli szatanowi zrywając owoc z drzewa poznania, a tym samym narażając się na dotkliwe i niepotrzebne konsekwencje.

Tak jest i w naszym życiu, bo przecież ojcem kłamstwa jest szatan i kiedy bezrefleksyjnie słuchamy jego podszeptów, wprowadzamy do swojej świadomości “kłamstwo”, które ewoluując niszczy ją i nas samych. Zawsze interesowała mnie przyczyna wszelkich dotkliwych błędów i porażek. Najpierw zauważyłem, że “przypadek” nie istnieje. Zawsze na początku naszej drogi, jest wybór. Ten świadomy, lub mniej świadomy, ale tak czy siak, nieświadomość nikogo i przed niczym nie chroni, ani tym bardziej nie usprawiedliwia. Przyczyna i skutek, tej zasady z życia się nie pozbędziemy, dlatego przestańmy płakać i użalać się nad sobą, a postarajmy zrozumieć błąd jaki popełniamy.

Kiedy nie widzimy błędu swojej dotkliwej porażki, to pewny znak, że nasza “świadomość” kuleje. Ona może być podobna do okna przez które obserwujemy krajobraz. Ta poprawna, czyni widok przejrzystym i horyzontalnym, w pełni możemy obserwować to co przed nami. Kiedy “świadomość” budowana jest na fundamencie kłamstw, grzechu, egoizmu, czy fałszywych przekonań, można porównać ją do zabrudzonego okna, przez które coś tam widzimy, ale jest to obraz zniekształcony, jak w krzywym zwierciadle.

Dlatego właśnie tak bardzo się od siebie różnimy. Nasza percepcja rzeczywistości, jest kluczem do naszej przyszłości, ale także pewnym zrozumieniem przeszłości, z której powinniśmy wyciągać poprawne wnioski. Zauważyłem również, po wnikliwych obserwacjach rzeczywistości w której żyję, iż każdy z nas dostaje pewien dar od Boga. Jest to szansa na poprawną zmianę w życiu. Czasami wynika ona podczas burzliwego okresu w życiu. Nagle stając kolokwialnie pod ścianą, nasza świadomość zaczyna pracować na pełnych obrotach. Odczuwamy to, czego wcześniej nie czuliśmy. Widzimy to, co wcześniej było dla nas niewidzialne. Cieszymy się tym, czego wcześniej nie potrafiliśmy docenić. Ta szansa nie trwa wiecznie. Za nią podąża kolejny wybór, bo Bóg w swojej miłości dał nam wolną wolę. On nie może nas do niczego zmusić, może dać szansę, którą my możemy wykorzystać, lub zaprzepaścić.

Widziałem wiele takich zdarzeń, w których ludzie potrafili się nawrócić z błędnej drogi, ale niestety widziałem również wielu, którzy zaprzepaścili tę szansę. Niestety nie da się wszystkim pomóc, bo nasza pomoc będzie zawsze ograniczona, tak jak dar szansy od Boga. Szczęście i pomoc ograniczone do momentu wolnego wyboru drugiej osoby. Nikogo nie zmusimy do poprawnej świadomości rzeczywistości. Możemy podać rękę, tak samo jak robi to nasz Bóg, jednak nic ponad to.

Każdy z nas upada, ważne byśmy potrafili z tego upadku wyciągnąć poprawne wnioski. Mówi się, że najważniejsze by po upadku powstać, ale to kolejna półprawda, fałszywa teza powtarzana i krążąca wśród ludzi niczym mantra, ogłupia i wprowadza w błąd. Po upadku najważniejsza jest świadomość naszego błędu, przyczyny która doprowadziła nas do tego przykrego miejsca. Kiedy zrozumiemy dlaczego tu jesteśmy, możemy powstać i obrać poprawny kierunek, inaczej dalej będziemy błądzić i w nieskończoność upadać. Nie o to w życiu chodzi.

Niewątpliwie każdy z nas, otrzymał, lub otrzyma taką szansę zrozumienia w pełni miejsca, w którym się znajduje. Kiedy nagle ujrzysz to, czego nigdy przedtem nie dostrzegałeś, złap tę chwilę i nie wypuszczaj tak długo jak tylko się da. Wyciśnij z niej zrozumienie, przełknij osobno każdą kroplę świadomości, byś nigdy już niczego nie żałował, byś wiedział dokąd idziesz i po co żyjesz.

 

Skąd się bierze szczęście?

Żeby odpowiedzieć na tytułowe pytanie, warto na początku zdefiniować pojęcie szczęścia. Szczęście jest harmonijnym stanem, który charakteryzują sprzyjające i tylko pozytywne okoliczności w naszym życiu. Ważne byśmy wiedzieli, że stan ten dotyka naszej świadomości, czyli jest stanem duchowym. Wychodząc z tak prostych, ale jednocześnie precyzyjnych i wstępnych założeń, możemy dojść do dalszych konkluzji, mianowicie że stan szczęścia powstaje na duchowej drodze naszej egzystencji. Oczywiście można próbować karmić się materialną konsumpcją i twierdzić że stan sztucznej ekscytacji jest tym co w życiu najlepsze, jednak takie osoby zazwyczaj nie mają najmniejszego pojęcia jaka jest różnica między tymi odmiennymi pojęciami.

Ekscytacja charakteryzuje się krótkotrwałym efektem emocjonalnych uniesień, po których przychodzi szybki spadek pożądanych doznań. Taki dmuchany balon, który szybko pęka, pozostawiając po sobie “huk” niespełnionych oczekiwań. W myśl słów piosenki: “szczęśliwe są tylko chwile” można tymi nielicznymi chwilami się ekscytować następne pół życia, ale przecież nie o to nam chodzi. Tymczasem prawdziwe szczęście jest permanentnym, stałym doznaniem, którego nie można zachwiać, dopóki oczywiście spełniamy swoją postawą pewne kryteria. Jakie to kryteria? Szczęście nie bierze się znikąd, tylko jest w pewnym sensie wypracowanym stanem, dzięki okolicznościom które powołujesz do życia swoimi czynami. Ci którzy twierdzą, że szczęście jest pewnego rodzaju życiową loterią, na której rozdawane są przypadkowe fanty, są w błędzie. Przypadek nie istnieje. Zawsze jest przyczyna, a następnie skutek.

Niestety sama wiara również nam nie wystarczy, bo to czyny są zawsze fundamentem i wektorem, który nas prowadzi do celu, nie zawsze tego świadomie wybranego. Nasze chęci nie zawsze korelują z rzeczywistą drogą życia, którą wyznaczają, prowadzą, czy kierują wspomniane czyny. Każdy przecież zdaje sobie sprawę z tego, że bez działań (czynów), nie ma żadnych równań (interakcji).

Jakie czyny prowadzą do szczęścia? Tylko dobre. Jakie to dobre czyny? Dla wielu z nas, dobrymi czynami są te związane przede wszystkim z materialnymi zdobyczami, niestety materia ma się tak do szczęścia, jak skrzypce do świni 😉 Pewnie że musimy za coś żyć, gdzieś mieszkać i coś jeść, jednak tu ważne są proporcje i priorytety. Jeżeli naszym głównym celem będzie sukces materialny, po drodze tych starań zgubimy wszystko to, co jest o wiele więcej warte. Nie ma wyjątków od tej reguły, a “szczęśliwy bogacz”, to tylko jeden z wielu mitów, no chyba że owe bogactwo będziemy mierzyć duchową miarą.

Wracając do sedna tematu, tytułowe pytanie w dzisiejszych czasach niewątpliwie sprawia niemały kłopot. Wielu ma wiele teorii na ten temat, ale niewiele jest zawartej tam prawdy. Większość koncentruje się na życiu cielesnej i materialnej egzystencji, a my przecież oczekujemy duchowej harmonii. By cokolwiek zdziałać, musimy zająć się bardziej naszymi duchowymi doznaniami, inaczej duchową drogą rozwoju, bo materialny blichtr może nas tylko oślepić, a ślepy prędzej czy później wpadnie w dół, którego nie jest w stanie (prze)widzieć.

Można się wiele jeszcze rozwodzić, no ale w końcu ustalmy jakiś plan działań. Nasz rozwój duchowy, zależy od jednego tylko Króla duchowości. Nie będę owijał w bawełnę, powiem wprost, jest nim Bóg. To od Niego wywodzą się wszystkie wartościowe cnoty. To On jest kluczem do naszego szczęścia. Gdybyśmy to tytułowe pytanie zadali kilka wieków wcześniej, większość znałaby na nie odpowiedź. To Boże błogosławieństwo jest stanem dla nas pożądanym. Błogosławieństwo to nie mit, jednak trzeba na nie sobie zasłużyć. Samo z nieba nie spadnie.

Powstała w ostatnim czasie niezliczona ilość teorii, które odwodzą nas od prawdy. Twierdzenie, że sami jako jednostki możemy cokolwiek w krótkim życiu osiągnąć, jest absurdalne. Sami widzicie jak wygląda dzisiejszy świat, ci którzy się dużo uśmiechają, są zazwyczaj najbardziej pogubieni. Ci którzy się nie uśmiechają, najbardziej przerażeni. Życie przerasta większość z nas, a czekanie na szczęśliwe chwile, nie jest żadnym sensownym rozwiązaniem, bo tych chwil jest zbyt mało i są zbyt krótkie. Ci którzy nazywają się ludźmi sukcesu, najczęściej tak się zapędzili w swoich egoistycznych pobudkach, że świadomość otaczającej rzeczywistości jest im tak naprawdę obca. Jednak nieświadomość przed niczym nie chroni, a egoizm tylko otępia i prowadzi do samodestrukcji. W takim świecie próżno szukać autorytetów, bo one po prostu nie istnieją.

Reasumując, rozwój duchowy bez Boga nie istnieje. Prawdziwe szczęście i harmonia również bez Boga nie istnieją. Każde inne twierdzenie, jest dla mnie nadinterpretacja słabego człowieka, który niewiele ma do powiedzenia na ten temat. Bóg jest źródłem prawdy, miłości i poznania (wiedzy), dlatego moją radą jest odnalezienie Go w swoim życiu, a wtedy wszystko jest możliwe. Możliwa jest nasza przemiana, przewartościowanie życia, by budować na skale, a nie piasku. Świat został związany pewnymi prawami, o których niewielu ma pojęcie. A kto jest twórcą tego świata i tych praw? Odpowiedzcie sobie na to pytanie i zajrzyjcie w głąb własnej duszy, by odnaleźć odrobinę światłości, która rozświetli wasze życie. Utrzymywanie pięknej fasady, za którą ukrywa się ruina, na nic się zda. Z Bogiem odbudujesz swoje życie i nie czekaj zbyt długo, byś nie przegapił odpowiedniego momentu. Kiedy zajdziesz za daleko błędną drogą, możesz nie znaleźć już sił na powrót.

Pułapka materialnej konsumpcji

To co wyróżnia współczesne dążenia mas, czyli kierunek tzw. spełniania się człowieka, to niewątpliwie silna ideologia materializmu. Od urodzenia jesteśmy programowani, uczeni i przyzwyczajeni do pracy, która ma w jakimś sensie zaspokoić nasz byt. Na każdym etapie życia, każdy nasz życiowy doradca (rodzic, nauczyciel, przyjaciel), poucza nas jak zostać bogatym człowiekiem, niestety nigdy nie tłumacząc tego, jak stać się szczęśliwym.

W toku naszej egzystencji, okazuje się, iż szczęście niekoniecznie chodzi w parze z materialnym blichtrem. Szczęście jest stanem ducha, częścią naszej świadomości, natomiast materialny splendor, jest częścią tylko materialnego splendoru. Nic z niego nie wynika, oprócz  pozornego statusu “bogacza”, za tą fasadą pozostaje pustka. Im bardziej gonimy za blichtrem, tym bardziej gubimy wszystko co najbardziej wartościowe. Często tracimy czas, który moglibyśmy ofiarować najbliższym. Rozwijamy się w sferze, która jest nietrwała, ograniczona i śmiertelna.

Niewielu zdaje sobie z tego sprawę, bo materialna konsumpcja ma to do siebie, że uzależnia i oślepia fałszywym blaskiem. Niewielu jest świadomych, że to błędne koło w które wpadamy na własne życzenie, nie jest w stanie nam nic trwałego zagwarantować, oprócz niestabilnej “ekscytacji”, która jest brzydszą, zepsutą i przybraną siostrą “szczęścia” 😉. To co je łączy, to tylko fałszywa ideologia, która próbuje wmówić nam, iż są sobie podobne, tymczasem one leżą na przeciwstawnych biegunach i więcej je dzieli, niż łączy.

Na wstępie naszej drogi, tłumaczyliśmy sobie fundamentalną kwestię życiowych wyborów. Poparte są one priorytetami, które powstają na kanwie naszych wartości, przekonań, wiedzy, etc. Wyższe wartości gwarantują lepsze priorytety, a z nich rodzi się poprawny wybór. Rozwijanie w życiu sfery materialnej, jest początkiem naszych kłopotów, bo nigdy nie przestaniemy tego robić. Im więcej chcemy posiadać, tym więcej poświęcimy na to czasu i energii. To nie koniec naszych starań, bo posiadając, stajemy się cichymi niewolnikami owego statusu. Ciężko powrócić z tej drogi, która prowadzi do nikąd. To wieczna gonitwa, która posiada nieuchronny koniec.

To co gromadzisz w sferze materialnej, zawsze prędzej czy później przepadnie, a ty pozostaniesz sam. To co tworzysz w sferze duchowej, jest nieśmiertelne i zawsze pozostaje z tobą. Wybieraj mądrze, bo czasu nie da się cofnąć, a jeśli uważasz, że ci go wystarczy na zmiany, to na pewno się przeliczysz.

Nie walcz, tylko idź po swoje

W życiu każdego z nas, są takie okresy, epizody, które swą burzliwą historią, potrafią nam nieźle przyłożyć w kość. Warto się jednak wtedy zastanowić, po pierwsze jakie przyczyny leżą u podłoża tych rozterek, a po drugie określić jasno swoje zaangażowanie w rozwiązaniu problemu. Określenie przyczyn pomoże nam w ich wyeliminowaniu, by podobne nie burzyły naszego spokoju w przyszłości. Druga ważna rzecz, to określenie naszego zaangażowania.

W ostatnim czasie, bardzo modny stał się slogan “walki”. Zachęcają nas byśmy ciągle o wszystko, wszędzie i zawsze walczyli, a przecież zwrot ten w gruncie rzeczy niezbyt przyjemnie się kojarzy. Dla mnie synonimem “walki” są: nerwy, poświęcenia, straty, blizny, emocjonalne wyczerpanie, etc. Uważam, że samo nasze nastawianie na “walkę”, jest jednym z powszechnych błędów, o ile nie walczymy o swoje życie, będąc atakiem nieuzasadnionej napaści agresora 😉 Warto również w tym miejscu, zwrócić uwagę na pewien istotny fakt, mianowicie że walka jest oczywistym przeciwieństwem harmonii. Harmonia swoim sprzyjającym stanem, wyklucza wszelkie zawirowania życiowe, dlatego “walka” z czymkolwiek, lub kimkolwiek nie wchodzi w aspekty tego stanu. Sami na pewno wiecie, że wiele problemów idzie rozwiązać w polubowny i spokojny sposób, jednak kiedy wcześniej sami się zaprogramujemy na wieczną walkę, najdrobniejsze nawet “iskry”, mogą zamienić się w okrutny pożar, który może nas samych wypalić.

Warto mieć na uwadze pewną złotą zasadę, kiedy mamy czyste sumienie, postępujemy w sposób prawy, bez egoistycznych zapędów, wtedy ilość życiowych tarapatów maleje, a na pewno już nie musimy się niczego, ani nikogo obawiać. Myślę, że w takich przejrzystych okolicznościach, warto zrezygnować z szamotaniny, na rzecz spokojnego postępu. Nie walcz, tylko idź po swoje. Kiedy nie masz sobie nic do zarzucenia, nie posiadasz w sobie również strachu. Wszystko to co skłania nas do wyboru życiowej drogi, czyli przekonania, wiedza, sumienie, wewnętrzne wartości etc, jest fundamentem przyszłych okoliczności, z których rodzą się zdarzenia. My jesteśmy w samym środku tych zdarzeń i my też za nie odpowiadamy. Na każdym etapie życia, nawet jeśli zmienimy swoją drogę na lepszą, nie pozbawiamy się konsekwencji poprzedniej. Trzeba to przejść, rozwiązać narastające problemy, by dalej już iść, czy bardziej płynąć z prądem życia, niekoniecznie wybierając “opcję walki”.

Słyszałem również taką teorię, jakoby płynięcie pod prąd życia, miało gwarantować ostatecznie wielki sukces. Niestety, to oczywista bzdura, spójrzcie na jakikolwiek rwący potok i zastanówcie się, jak chcielibyście popłynąć taką rzeką, a teraz przełóżcie ten symboliczny widok na swoje życie i zastanówcie, czy chcielibyście w nim płynąć pod prąd, w górę rzeki? to absurdalna koncepcja. Takie rozwiązanie, może was jedynie doprowadzić do całkowitego wyniszczenia fizycznego i emocjonalnego, a na pewno nie jakiegokolwiek zwycięstwa, no chyba że założymy, iż wasze symboliczne “utonięcie” jest miarą jakiegoś wyimaginowanego, pozornego sukcesu. Teraz widzicie jak wieloma fałszywymi teoriami nas karmią?

Szczęście, spokój, harmonia i równowaga może być wyłącznie utożsamiana z płynięciem z prądem rzeki, nie odwrotnie.

Wracając do sedna tematu, “walka” może zawsze pozostawić po sobie bałagan, ofiary, niezliczone przykre emocje, czy chaos, a to nie zniknie samo z naszego życia. Skutek takich działań, będzie nas dręczył dalej. Jeśli nie musisz, to absolutnie nie walcz, tylko postępuj do przodu, po to co się tobie należy, bo w przeciwnym razie, możesz powołać do życia okoliczności, których będziesz później żałował.

Ci, którzy zakładają w swoim życiu „walkę” i nie wyobrażają sobie bez niej życia, najczęściej nie mają najmniejszego pojęcia o tym, czym jest prawdziwa harmonia.

Twoja droga

Niewątpliwie każdy z nas zmierza przed siebie obraną wcześniej drogą. Tak jak zmiany w naszym życiu, droga może być wybrana świadomie, lub wynikać z konsekwencji wcześniejszych wydarzeń, czynów. Prawo przyczyny i skutku nikomu nie odpuszcza. To jedna z podstawowych interakcji w naszym życiu, jednak w mojej opinii często bagatelizowana i pomijana.

Ludzie wpadający w życiowe tarapaty, najczęściej opłakują skutki, zapominając zupełnie o przyczynie. Tymczasem każde złe doświadczenie w naszym życiu, można porównać do kiełkującej rośliny, którą wcześniej sami zasialiśmy. Kiedy nieprzyjemne skutki pojawiają się w naszym życiu, niczym dorodny krzak cierni, udajemy kompletnie zaskoczonych. Świadomość podstawowych praw rządzących życiem, jest fundamentem wiedzy, dzięki której możemy zmierzać do poprawnie wybranego celu.

Należy również pamiętać, że tak usilnie promowana doktryna “przypadkowości zdarzeń”, nigdy nie istniała, bo gdyby było inaczej, nic nie miałoby sensu. Gdyby hipotetycznie “przypadek” rządził naszym losem, wtedy nie mielibyśmy najmniejszych szans, na osiągnięcie wybranego celu. Cel byłby nieosiągalny, ponieważ los, niczym chaotyczna loteria, wybierałby dla nas przypadkowe zdarzenia, będące fałszywym kursem. Nie może być tak, że w niektórych aspektach naszej egzystencji, przypadek istnieje, a w innych sferach go nie ma. Teoria “przypadkowości”, jak i wiele innych jej podobnych, zostały fałszywie powołane do życia, by zwodzić i wprowadzać w błąd.

Dlaczego? O tym za chwilę.

Złe współrzędne

Wielu z was, zapewne posiada doświadczenia wynikające z używania nawigacji. Nierzadko zdarza się, że kiedy zaufamy prowadzącej nas nawigacji, docieramy do błędnego celu. Ona po prostu się myli, a my nieświadomi błędnej drogi, podążamy donikąd. Otóż to, ten przykład warto zapamiętać, bo będzie dla nas doskonałym porównaniem, odzwierciedlającym życiowe porażki.

Wybierając drogę, czy życiowe priorytety, które kreślą cel, korzystamy z pewnej wiedzy, czy wcześniej przyjętych założeń. A co jeśli powzięta wiedza, nasze współrzędne, są błędne? Nieświadomi będziemy zmierzać ślepą drogą, na końcu której czekać będzie na nas “chaos”. Oczywiście naszemu zdziwieniu nie będzie końca, a my dalej zahipnotyzowani złymi danymi, nie będziemy nawet potrafili zdefiniować własnych błędów i tu z fałszywą pomocą przybędzie nam równie fałszywa doktryna “przypadku”, która niczym magik wyciągający królika z kapelusza, zaspokoi nasz niepokój. Niestety będzie to powołana do życia iluzja, która niczego nie rozwiąże, a może jedynie wpakować nas w dalsze kłopoty.

Poprawne współrzędne

Dobrze, cofnijmy się teraz do początku naszej drogi. Na początku każdej drogi stoi “wybór”. Podyktowany on jest naszą wiedzą, doświadczeniami i sumieniem. Wiedza może być fałszywa, doświadczenia mogą być nic nie warte, tylko sumienie może poprawnie działać. Żeby sumienie poprawnie działało, nie możemy go zagłuszać! Niektórzy podobno własne sumienia “zamrażają”, jednak nie polecam takiego działania, bo ono kiedyś zostanie odmrożone, a wtedy bólu i płaczu duchowej egzystencji nie będzie końca. Sumienie, jest niezależną częścią naszej świadomości, jakby instrumentem muzycznym, na którym swoimi czynami wystukujemy dźwięk melodii. Jaka to melodia będzie? Zależy od naszej gry (czynów). Jednak warto czasami posłuchać tej “melodii”, byśmy wiedzieli co nam w duszy gra 😉

Głos sumienia może być oczywiście wzmocniony, przez poprawnie uformowane wartości naszego życia. To jak fundament pod dalszą konstrukcję domu. Solidny fundament, niewzruszona konstrukcja, którą budujemy. Brak mocnego fundamentu, chwiejny dom, który prędzej, czy później się zawali.

 

Książki mojego autorstwa

Tak jak wam wspomniałem we wstępie, pewien twórczy okres mojego życia się zakończył i zaowocował dwoma autorskimi książkami. Jest tam wszystko to, o czym pisałem w pierwszej odsłonie bloga. Przejdźmy zatem do konkretów 😉

Świadomość Moim Wrogiem – Droga do szczęścia

To pierwsza, bardzo ważna dla mnie książka. Poruszam w niej tematy życiowe. Każdy poszukuje szczęścia, ale niewielu je odnajduje. Kto, lub co, staje nam na drodze do spełnienia? Jak ważna jest świadomość podstawowych życiowych interakcji? Jakie priorytety w życiu obrać, by poprawnie zdefiniować cel? Czy, jakiego wroga się wystrzegać, by nie zagubić się na ścieżkach życia? Na te i wiele jeszcze innych pytań, odnajdziecie w niej odpowiedź. Jest wiele drogowskazów, niezliczona ilość dróg, ale tylko jedna prawidłowa.

Przykładowe linki do księgarni internetowych:

https://www.empik.com/swiadomosc-moim-wrogiem-white-raven,p1134128802,ebooki-i-mp3-p

https://ridero.eu/pl/books/swiadomosc_moim_wrogiem/

https://www.gandalf.mobi/e/swiadomosc-moim-wrogiem/

 

Przebudzenie Świadomości – Harmonia i równowaga

Druga moja książka, która jest kontynuacją poprzedniej, ale stanowi swoją treścią i przesłaniem odrębny temat, dlatego kolejność lektury, nie musi być zachowana.

W książce próbuję zdefiniować i przybliżyć czytelnikom, pojęcie praw, które od wieków rządzą naszym życiem i światem. Poruszam również temat harmonii i równowagi, które są nierozerwalną częścią prawdziwego spełnienia i życiowego szczęścia. Jak budować swój sukces? Czy można budować szczęście, tylko w niektórych sferach naszego życia? Dlaczego bardzo się staramy, a nie zawsze nam wychodzi i czy tylko my, stanowimy o swoim przeznaczeniu? Odpowiedzi szukajcie w mojej książce 😃

Przykładowe linki do księgarni internetowych:

https://ridero.eu/pl/books/przebudzenie_swiadomosci/

https://www.ravelo.pl/przebudzenie-swiadomosci-raven-white,p300015005.htmlhtml

https://ksiegarnia.pwn.pl/Przebudzenie-Swiadomosci,685645985,p.html

 

Coś się kończy, coś zaczyna

Życie każdego z nas, można podzielić na etapy. Zawsze ważny jest początek, a wraz z nim określony cel, który kształtują życiowe priorytety. Gorzej kiedy nie wiemy dokąd zmierzamy, bez celu łatwo się pogubić. Czasami bywa tak, że cel nam umyka, a my w ferworze życiowej zawieruchy, o nim w końcu zapominamy. Wtedy dryfujemy tak bez celu, jak zagubiony statek na wodach oceanu.

Etapy w naszym życiu są po to, by przede wszystkim obrać nowy cel. Oczywiście najlepiej, kiedy poprzedni został zrealizowany, wtedy z optymizmem patrzymy w przyszłość i ochotą gotujemy się do dalszej drogi. Bywają momenty w naszym życiu, że musimy porzucić poprzednią drogę, bo w pewnym momencie uświadomiliśmy sobie, iż prowadzi do nikąd. Zawsze lepiej późno, niż wcale, choć niewątpliwie im później, tym trudniej zawrócić. No właśnie, od czego zależy nasz sukces? Jak wybrać poprawnie cel, by nie zgubić się w mroku życia? Przecież nie zawsze jest kolorowo, a to co niektórzy nazywają szczęściem, zdaje się być raczej krótką ekscytacją, niż prawdziwą harmonią.

Wracając po małej przerwie, zamykając pewien twórczy etap w moim życiu, będę chciał dalej kolokwialnie się rozbujać, by tworząc i pisząc, odpowiedzieć wam, ale też sobie na powyższe pytania. Nigdy mało przemyśleń, kiedy na szali naszego życia, leżą szczęście, lub jego przeciwieństwo. Ja odnalazłem to czego poszukiwałem, zrozumiałem to, czego nie wiedziałem, stworzyłem to, czego nigdy nie miałem, a teraz bogatszy o doświadczenia, podzielę się z wami wiedzą, by po prostu pomóc. Nie oczekuję niczego, bo wszystko już dostałem, a zapewne wiele jeszcze przede mną. Bezinteresowna pomoc, jest jednym z kroków do pełnej harmonii, której nie można kupić za żadne pieniądze.

Coś się skończyło i coś zaczyna, więc zacznijmy razem 😉