Pułapka materialnej konsumpcji

To co wyróżnia współczesne dążenia mas, czyli kierunek tzw. spełniania się człowieka, to niewątpliwie silna ideologia materializmu. Od urodzenia jesteśmy programowani, uczeni i przyzwyczajeni do pracy, która ma w jakimś sensie zaspokoić nasz byt. Na każdym etapie życia, każdy nasz życiowy doradca (rodzic, nauczyciel, przyjaciel), poucza nas jak zostać bogatym człowiekiem, niestety nigdy nie tłumacząc tego, jak stać się szczęśliwym.

W toku naszej egzystencji, okazuje się, iż szczęście niekoniecznie chodzi w parze z materialnym blichtrem. Szczęście jest stanem ducha, częścią naszej świadomości, natomiast materialny splendor, jest częścią tylko materialnego splendoru. Nic z niego nie wynika, oprócz  pozornego statusu “bogacza”, za tą fasadą pozostaje pustka. Im bardziej gonimy za blichtrem, tym bardziej gubimy wszystko co najbardziej wartościowe. Często tracimy czas, który moglibyśmy ofiarować najbliższym. Rozwijamy się w sferze, która jest nietrwała, ograniczona i śmiertelna.

Niewielu zdaje sobie z tego sprawę, bo materialna konsumpcja ma to do siebie, że uzależnia i oślepia fałszywym blaskiem. Niewielu jest świadomych, że to błędne koło w które wpadamy na własne życzenie, nie jest w stanie nam nic trwałego zagwarantować, oprócz niestabilnej “ekscytacji”, która jest brzydszą, zepsutą i przybraną siostrą “szczęścia” 😉. To co je łączy, to tylko fałszywa ideologia, która próbuje wmówić nam, iż są sobie podobne, tymczasem one leżą na przeciwstawnych biegunach i więcej je dzieli, niż łączy.

Na wstępie naszej drogi, tłumaczyliśmy sobie fundamentalną kwestię życiowych wyborów. Poparte są one priorytetami, które powstają na kanwie naszych wartości, przekonań, wiedzy, etc. Wyższe wartości gwarantują lepsze priorytety, a z nich rodzi się poprawny wybór. Rozwijanie w życiu sfery materialnej, jest początkiem naszych kłopotów, bo nigdy nie przestaniemy tego robić. Im więcej chcemy posiadać, tym więcej poświęcimy na to czasu i energii. To nie koniec naszych starań, bo posiadając, stajemy się cichymi niewolnikami owego statusu. Ciężko powrócić z tej drogi, która prowadzi do nikąd. To wieczna gonitwa, która posiada nieuchronny koniec.

To co gromadzisz w sferze materialnej, zawsze prędzej czy później przepadnie, a ty pozostaniesz sam. To co tworzysz w sferze duchowej, jest nieśmiertelne i zawsze pozostaje z tobą. Wybieraj mądrze, bo czasu nie da się cofnąć, a jeśli uważasz, że ci go wystarczy na zmiany, to na pewno się przeliczysz.

Nie walcz, tylko idź po swoje

W życiu każdego z nas, są takie okresy, epizody, które swą burzliwą historią, potrafią nam nieźle przyłożyć w kość. Warto się jednak wtedy zastanowić, po pierwsze jakie przyczyny leżą u podłoża tych rozterek, a po drugie określić jasno swoje zaangażowanie w rozwiązaniu problemu. Określenie przyczyn pomoże nam w ich wyeliminowaniu, by podobne nie burzyły naszego spokoju w przyszłości. Druga ważna rzecz, to określenie naszego zaangażowania.

W ostatnim czasie, bardzo modny stał się slogan “walki”. Zachęcają nas byśmy ciągle o wszystko, wszędzie i zawsze walczyli, a przecież zwrot ten w gruncie rzeczy niezbyt przyjemnie się kojarzy. Dla mnie synonimem “walki” są: nerwy, poświęcenia, straty, blizny, emocjonalne wyczerpanie, etc. Uważam, że samo nasze nastawianie na “walkę”, jest jednym z powszechnych błędów, o ile nie walczymy o swoje życie, będąc atakiem nieuzasadnionej napaści agresora 😉 Warto również w tym miejscu, zwrócić uwagę na pewien istotny fakt, mianowicie że walka jest oczywistym przeciwieństwem harmonii. Harmonia swoim sprzyjającym stanem, wyklucza wszelkie zawirowania życiowe, dlatego “walka” z czymkolwiek, lub kimkolwiek nie wchodzi w aspekty tego stanu. Sami na pewno wiecie, że wiele problemów idzie rozwiązać w polubowny i spokojny sposób, jednak kiedy wcześniej sami się zaprogramujemy na wieczną walkę, najdrobniejsze nawet “iskry”, mogą zamienić się w okrutny pożar, który może nas samych wypalić.

Warto mieć na uwadze pewną złotą zasadę, kiedy mamy czyste sumienie, postępujemy w sposób prawy, bez egoistycznych zapędów, wtedy ilość życiowych tarapatów maleje, a na pewno już nie musimy się niczego, ani nikogo obawiać. Myślę, że w takich przejrzystych okolicznościach, warto zrezygnować z szamotaniny, na rzecz spokojnego postępu. Nie walcz, tylko idź po swoje. Kiedy nie masz sobie nic do zarzucenia, nie posiadasz w sobie również strachu. Wszystko to co skłania nas do wyboru życiowej drogi, czyli przekonania, wiedza, sumienie, wewnętrzne wartości etc, jest fundamentem przyszłych okoliczności, z których rodzą się zdarzenia. My jesteśmy w samym środku tych zdarzeń i my też za nie odpowiadamy. Na każdym etapie życia, nawet jeśli zmienimy swoją drogę na lepszą, nie pozbawiamy się konsekwencji poprzedniej. Trzeba to przejść, rozwiązać narastające problemy, by dalej już iść, czy bardziej płynąć z prądem życia, niekoniecznie wybierając “opcję walki”.

Słyszałem również taką teorię, jakoby płynięcie pod prąd życia, miało gwarantować ostatecznie wielki sukces. Niestety, to oczywista bzdura, spójrzcie na jakikolwiek rwący potok i zastanówcie się, jak chcielibyście popłynąć taką rzeką, a teraz przełóżcie ten symboliczny widok na swoje życie i zastanówcie, czy chcielibyście w nim płynąć pod prąd, w górę rzeki? to absurdalna koncepcja. Takie rozwiązanie, może was jedynie doprowadzić do całkowitego wyniszczenia fizycznego i emocjonalnego, a na pewno nie jakiegokolwiek zwycięstwa, no chyba że założymy, iż wasze symboliczne “utonięcie” jest miarą jakiegoś wyimaginowanego, pozornego sukcesu. Teraz widzicie jak wieloma fałszywymi teoriami nas karmią?

Szczęście, spokój, harmonia i równowaga może być wyłącznie utożsamiana z płynięciem z prądem rzeki, nie odwrotnie.

Wracając do sedna tematu, “walka” może zawsze pozostawić po sobie bałagan, ofiary, niezliczone przykre emocje, czy chaos, a to nie zniknie samo z naszego życia. Skutek takich działań, będzie nas dręczył dalej. Jeśli nie musisz, to absolutnie nie walcz, tylko postępuj do przodu, po to co się tobie należy, bo w przeciwnym razie, możesz powołać do życia okoliczności, których będziesz później żałował.

Ci, którzy zakładają w swoim życiu „walkę” i nie wyobrażają sobie bez niej życia, najczęściej nie mają najmniejszego pojęcia o tym, czym jest prawdziwa harmonia.

Ile masz sobie do zarzucenia?

W świecie licznych fałszywych doktryn, tysiąca masek i nieszczerych uśmiechów, życie swoją historią stanowić może survivalową przygodę, w której wielu poświęca wiele, by stanowić o swojej wyjątkowości. Oczywiście owa wyjątkowość, będzie tylko podrzędną, kiepską fasadą, za którą ścielić się będą ofiary naszego iluzorycznego sukcesu. Symboliczne ofiary mówić będą o naszym prawdziwym charakterze, o tym jak wiele byliśmy w stanie poświęcić, by samemu się wypromować.

Większość z nas, ocenia innych przez pryzmat tego co w życiu zdobyli, osiągnęli. Czym jest jednak owa zdobycz? Przecież to subiektywna wartość, która nacechowana może być promowaną propagandą tzw. “spełniania się”. W myśl tej zasady, mamy zdobywać świat, przy jednoczesnym sprzedawaniu siebie. No właśnie, żeby tylko na handlu sobą się skończyło. We współczesnym świecie, krąży taka teza, że aby coś zdobyć, musimy wiele poświęcić. Co za stek bzdur. Nieważne jak wiele zdobyłeś, a ile w życiu straciłeś. To co poświęciłeś, stanowi dowód przeciwko tobie. Prawdziwego człowieka poznasz nie po tym jak wiele zdobył, a ile chciał poświęcić na własne życzenie.

Coraz więcej ludzi, którzy nie mają skrupułów, by na ofiarę swojego przyszłego celu, złożyć rodzinę, czy drugiego człowieka, dla iluzorycznego sukcesu. Jednak takie osoby, nie zdają sobie sprawy, że takimi działaniami nie są w stanie osiągnąć szczęścia. Pewnie zdobędą liczne dobra materialne, jakieś wyróżniające się prestiżem stanowiska korporacyjne, czy napompowany status biznesowy, ale nigdy nie osiągną harmonii.

Szczęście wynikające z życiowej harmonii i równowagi, nie toleruje egoizmu. Tak popularna hedonistyczna postawa, nigdy nas do niczego dobrego nie doprowadzi. Jeżeli najważniejszym życiowym założeniem, będzie dla nas zaspokajanie i uszczęśliwianie siebie, zatracimy się na własne życzenie w odmętach mroku i chaosu. Dlatego tak ważne jest, by podstawą naszego wyboru, a dalej celu, była świadomość wartości, jakie przyświecają danemu dążeniu.

Odrzućmy wszystkie plastikowe pseudo wartości i zastanówmy się, co możemy od siebie dać.

Szczęście często jest definiowane błędnie, jako stan który wymaga zaspokajania siebie, tymczasem jest zupełnie odwrotnie. Jeśli chcesz zmierzać drogą do szczęścia, zastanów się na każdym etapie życia, co możesz od siebie dać, zrobić dla innych i wtedy właśnie w wyniku interakcji dobrych czynów, pozytywnej postawy, powołasz do życia harmonię, stając się częścią tego pięknego stanu. To co dajesz, będzie zawsze do ciebie wracać. Nie ważne ile czasu potrwa “przesyłka zwrotna”, ale bądź pewien, że ona do ciebie dotrze.

Nasze założenia przy obieraniu życiowego kursu, są niezwykle istotne. Jeśli zakładasz dążenie do celu po trupach i licznych ofiarach złożonych na ołtarzu egoizmu, możesz być pewien, że i ciebie ktoś poświęci. Spotkałem się z teoriami, że ludzie którzy robią coś dobrego dla innych, sami są później naznaczeni złymi doświadczeniami przez los. W skrócie, za dobro inni oddają im złem. To kolejna fałszywa teoria, być może powstała na potrzeby wynikające z usprawiedliwienia egoizmu. Oczywiście są różne sytuacje, czasami ktoś pomaga, ale nie bezinteresownie. Zdarza się, że pomoc jest tylko udawanym czynem, na potrzeby własnej promocji. Wtedy nic dobrego się nie rodzi, swoim czynami nie powołujemy do życia nic pozytywnego, bo to jest oszustwo.

Przy wyborze życiowego celu i drogi której ku niemu obierzemy, warto się porządnie zastanowić. Przemyśleć każdą własną intencję. Zajrzeć w głąb siebie, by zrozumieć czego tak naprawdę pragniemy. Bo pragnienie, nie może być pozbawione miłości. Pragnienie nie może żądać ofiar i poświęceń. Pragnienie nie może w nas zagłuszyć sumienia. Tylko wtedy będziesz miał pewność, że twoje założenia z których wynika życiowy cel, są poprawne i nie zgubią ciebie w ferworze życiowych okoliczności.

 

Coś się kończy, coś zaczyna

Życie każdego z nas, można podzielić na etapy. Zawsze ważny jest początek, a wraz z nim określony cel, który kształtują życiowe priorytety. Gorzej kiedy nie wiemy dokąd zmierzamy, bez celu łatwo się pogubić. Czasami bywa tak, że cel nam umyka, a my w ferworze życiowej zawieruchy, o nim w końcu zapominamy. Wtedy dryfujemy tak bez celu, jak zagubiony statek na wodach oceanu.

Etapy w naszym życiu są po to, by przede wszystkim obrać nowy cel. Oczywiście najlepiej, kiedy poprzedni został zrealizowany, wtedy z optymizmem patrzymy w przyszłość i ochotą gotujemy się do dalszej drogi. Bywają momenty w naszym życiu, że musimy porzucić poprzednią drogę, bo w pewnym momencie uświadomiliśmy sobie, iż prowadzi do nikąd. Zawsze lepiej późno, niż wcale, choć niewątpliwie im później, tym trudniej zawrócić. No właśnie, od czego zależy nasz sukces? Jak wybrać poprawnie cel, by nie zgubić się w mroku życia? Przecież nie zawsze jest kolorowo, a to co niektórzy nazywają szczęściem, zdaje się być raczej krótką ekscytacją, niż prawdziwą harmonią.

Wracając po małej przerwie, zamykając pewien twórczy etap w moim życiu, będę chciał dalej kolokwialnie się rozbujać, by tworząc i pisząc, odpowiedzieć wam, ale też sobie na powyższe pytania. Nigdy mało przemyśleń, kiedy na szali naszego życia, leżą szczęście, lub jego przeciwieństwo. Ja odnalazłem to czego poszukiwałem, zrozumiałem to, czego nie wiedziałem, stworzyłem to, czego nigdy nie miałem, a teraz bogatszy o doświadczenia, podzielę się z wami wiedzą, by po prostu pomóc. Nie oczekuję niczego, bo wszystko już dostałem, a zapewne wiele jeszcze przede mną. Bezinteresowna pomoc, jest jednym z kroków do pełnej harmonii, której nie można kupić za żadne pieniądze.

Coś się skończyło i coś zaczyna, więc zacznijmy razem 😉